Irlandia - w pubie zawsze ktoś będzie

Kraina pierścieni

Obok zaręczynowego claddagh najsłynniejszym pierścieniem Irlandii jest... widokowa trasa górska po półwyspie Iveragh na południowym zachodzie wyspy, znana jako Ring of Kerry. Na piechurów czeka tu m.in. szlak pieszy, na cyklistów - rowerowy (ponad 200 km każdy).

Kto szuka nieco mniej zatłoczonych tras, a zarazem chce obcować z równie fascynującą przyrodą, może wybrać się na opisany w tekście Dingle lub na półwysep Deara. Jego piękne i wąskie drogi od Glengariff do Kenmare graniczą z urwiskiem, nie ma tu więc dużego ruchu samochodowego, jest za to kilkaset kilometrów szlaków spacerowych i rowerowych po dzikich, wichrowych wzgórzach. Ciekawy jest też szlak pieszy po surowych i odludnych wzgórzach Burren (mniej doświadczeni wędrowcy mogą skorzystać z wycieczek organizowanych przez lokalne biura podróży).

Warto wiedzieć

Poza wyspą żyje dziesięciokrotnie więcej Irlandczyków niż w kraju - 40 mln wobec 4 mln wyspiarzy. Tanio dostaniemy się tam Aer Lingusem, Ryanairem lub WizzAirem.

Trzeba cofnąć zegarek o godzinę i... kupić płaszcz przeciwdeszczowy.

W gniazdkach - zgodne ze standardami brytyjskimi - napięcie 230 V, przełącznik (adapter) kupmy jeszcze w Polsce, bo na Zielonej Wyspie wcale o niego nie łatwo.

Irlandia ma zaledwie kilkadziesiąt kilometrów autostrad, ale za to gęstą sieć bardzo dobrze utrzymanych dróg.

Choć z Irlandią kojarzy nam się trójlistna koniczynka, oficjalnym symbolem kraju jest złota harfa na błękitnym tle.

Warto przenocować w którymś z wiejskich pensjonatów. Ja polecam niezwykle gościnną rezydencję pani Kathleen, pięciokrotnie wyróżnianą w plebiscytach, m.in. Irlandzka Izba Turystyczna uznała ją za pensjonat roku 2006. Jest tu studnia ze źródlaną wodą, przeszklona altanka zimowa, duży ogród i eleganckie wnętrza. Ceny w sezonie - od 65 euro.

www.kathleens.net

In the pub

Zadymione czy nie, irlandzkie puby to miejsca, w których pint of guinness albo po prostu pint (jeżeli nie podamy nazwy piwa, zawsze dostaniemy guinnessa) jest tylko rytualnym dodatkiem ułatwiającym zawieranie znajomości, uczestnictwo we wspólnej zabawie niezależnie od statusu społecznego, wieku czy płci. Spotkamy w nich tyle samo kobiet co mężczyzn. Jednych pochłania przyjacielska rozmowa, inni sączą whiskey przy ladzie. Jedni piją Bushmillsa (produkowany od XVIII w., w północnoirlandzkim miasteczku o tej samej nazwie znajduje się najstarsza licencjonowana destylarnia na świecie) lub Jacka Danielsa, inni - mocniejszego Paddy'ego albo Johna Powersa popijanego zwykle szklanką wody źródlanej. Trzykrotnie destylowana irlandzka whiskey jest delikatniejsza od szkockiej (destylowanej dwukrotnie) i innych (jednokrotnie). Whiskey tradycyjnie pije się z półlitrowego naczynia z dziobkiem zwanego dzbanem św. Patryka. W pubie z drewnianych stropów zwisają dziesiątki małych chorągiewek w narodowych barwach (Irlandczycy uwielbiają swoją flagę): pomarańczowy symbolizuje oranżystów - protestanckich mieszkańców, zieleń - katolików, biały - wieczną zgodę między nimi.

Celtyckie stwory

Jak głoszą legendy i dawne podania, w głębi skalisto-zielonych wzniesień mieszkają leprikony - złośliwe, brodate skrzaty. To za ich sprawą niebo jest wiecznie zachmurzone. Choć dotknięcie "malutkiego szewca" (w staroirlandzkim - leprechaun) może przynieść nieszczęście, to on właśnie może doprowadzić nas do glinianego garnca pełnego złota, a znajdującego się na drugim końcu tęczy. W irlandzkim bestiariuszu magicznym jest też wiele innych stworzeń: clurichauns - kuzyni leprikonów, gburowaci i wiecznie pijani, a ponadto: olbrzymy, strzygi, wiedźmy, zawodzące zjawy banshee zwiastujące śmierć w rodzinie, chochliki i inne psotne, bardziej lub mniej niebezpieczne istoty. Celtyckie stwory opisywał m.in. noblista William Butler Yeats, wielki piewca zachodniej Irlandii.

tekst: JAN WĄSIŃSKI
źródło: GW




>>> powrót do strony głównej

 123z3